Po obejrzeniu tego filmu, zastanawiałem sie jak trudno B. Blanksowi grac pozytywne role. Przeciez juz jego wściekła gęba jest przerażajaca

i jak ktos taki, mogłby byc przekonujący w rolach pozytywnego bohatera. Chyba zbyt mało znam jego ról, zeby to sobie poskładać.
Ale żeby trzymać sie tematu:
Avedon'a zawsze lubiłem, w tym jednak filmie mi sie nie podobał, chociaz to zasługa roli nie jego charakteru. Po prostu nie pasuje mi taka lekkość ducha z z misją pomszczenia śmierci brata. W momencie walki z Khan'em i rzucenia mu w twarz "przez Ciebie byłem w piekle", poczułem lekki ciarki i chcialbym, zeby przez cały film, był własnie taki hmm..jak bomba emocjonalna.
Zabrakło mi tez walki Khana z Prangiem, to dodałoby filmowi smaczku.